Moja Mama! Babcia Ula mojej córki. Dziś nagrywamy rozmowę z okazji Dnia Matki. Bo z kim lepiej porozmawiać o różnicach i podobieństwach dzisiejszego macierzyństwa, jak i tego sprzed 40 lat, jak nie z mamą? Oraz o tym skąd czerpać energię i czy lepiej jest być mamą czy babcią. Proszę Państwa, oto moja Mama, o której myślałam, że zna wszystkie języki świata, bo zawsze wiedziała w jakim języku jest piosenka która leci akurat w radiu. Moja mama, od której nauczyłam się optymizmu i działania w każdych warunkach, i kochania. Na zabój! Zapraszam na nowy odcinek. Na rozmowę z moją Mamą przeplataną wtrąceniami mojej córki.⁣⁣⁣

[Czas słuchania: 38 min]


Kliknij, aby przeczytać transkrypcję.

Zostaw komentarz

Zasubskrybuj zalataną, aby nie przeleciał Ci żaden odcinek na:

🎧 Spotify: https://spoti.fi/2mZ1z6A
🎧 Google Podcasts:
🎧 Apple Podcasts: https://apple.co/2lv0gfh
🎧 TuneIn:
🎧 YouTube:

Transkrypcja odcinka:

No i znów muszę powiedzieć, że dzisiejszy odcinek jest wyjątkowy. Mam wyjątkowego gościa i znowu jest wywiad. Tym wyjątkowym gościem z okazji Dnia Matki jest moja mama. Moja mama, Urszula Steinborn, Babcia Ula. Bo z kim najlepiej porozmawiać o różnicach i podobieństwach macierzyństwa sprzed 40 lat do tego dzisiejszego, jak nie z mamą? Oraz o tym, skąd czerpać energię i czy lepiej jest być mamą, czy babcią. Proszę Państwa, oto moja Mama, o której myślałam, że zna wszystkie języki świata, bo zawsze wiedziała, w jakim języku jest piosenka, która leci akurat w radiu. Moja mama, od której nauczyłam się optymizmu i działania w każdych warunkach, i kochania. Na zabój! Zapraszam na nowy odcinek. Na rozmowę z moją Mamą, przeplataną wtrąceniami mojej córki.

Słychać przez telefon, że jestem daleko.

– Dziękuję Ci, mamuś. Jak fajnie, że się udało.

Zapraszam na odcinek i na naszą rozmowę. A na koniec niespodzianka. Miłego słuchania!

Cześć. Tu Zalatana. Co tydzień opowiem Ci o tym, co mi się przytrafiło; co mnie zirytowało lub zachwyciło; o życiu na emigracji, o rodzicielstwie, o naszych podróżach i o próbach bycia eko. Zapraszam!

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Matki!

– Witaj, córciu.

Czego Ci życzyć z okazji Dnia Mamy? Czego sobie życzysz?

– Wiesz co, ja się nad tym nie zastanawiałam, czego ja mogłabym sobie życzyć z okazji Dnia Mamy. Chyba życzyłabym sobie Waszego powodzenia. Bo bycie matką to jest nieustawiczna troska, chyba do śmierci. Najpierw troszczymy się, gdy dzieci są małe, gdy pójdą do szkoły, czy dobrze skończą studia, czy dobrze wyjdą za mąż, a potem czy ich dzieci są szczęśliwe, czy oni są szczęśliwi, czy się realizują, czy są zdrowi i chyba tak jest do końca. Wydaje mi się, że najważniejszą rzeczą jest spokój matki, że jej dzieci dają sobie radę w życiu.

Jak go osiągnąć? Jeśli jest to miernikiem sukcesu matki czy instytucji mamy, to jak osiągnąć taki stan, żeby wiedzieć, że dzieciom się powodzi, że są samodzielne i dadzą sobie radę? Trudne to.

– Trudne. Ja, wychowując Was, nie miałam o tym zielonego pojęcia, jak to zrobić. Ale teraz jak to analizuję z perspektywy czasu, to widzę, że dzieci uczą się przez patrzenie i uczą się… Ja nie wiedziałam, jak tego zrobić. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że to jest najważniejsza rzecz. Ale teraz jak patrzę do tyłu, to widzę, że dzieci uczą się przez patrzenie na rodziców. Cała Wasza trójka nauczyła się ciężkiej pracy. Nauczyliście się tego, że żeby coś mieć, trzeba ciężko pracować. Bo w okresie, kiedy dorastaliście, mieliśmy okres ciężkiej pracy. I ja widzę, że każdy z Was w różnych trudnych sytuacjach zawsze znajdzie sobie zajęcie, zawsze sobie poradzi. To jest dla mnie takie spokojne. Ja wiem, że Wy sobie poradzicie. W życiu jest różnie. Nie zawsze jest wesoło. Jest tak i tak. Nie ma ludzi, którym jest zawsze wesoło

No nie ma. Szczególnie matce nie zawsze jest wesoło.

– Czasami tak jest, że człowiek wziąłby nogi za pas i uciekł daleko i nie wracał chociaż z tydzień.

Chociaż tydzień :). Ja myślę o jednym dniu, ale tydzień to byłoby cudnie.

– Dzieci się bardzo kocha i gdyby dzieciom działo się coś złego, to człowiek rzuciłby się jak lwica i ratował i walczył do śmierci. Ale są takie chwile, kiedy człowiek by trzasnął drzwiami i nie wracałby tak długo jak tylko się da. Takie jest życie

Soraiya, choć złożymy życzenia wszystkim mamom. Powiemy, że wszystkim mamo życzymy wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, cierpliwości i czego możemy jeszcze życzyć?

– Cierpliwości. Ja straciłam.

Straciłaś cierpliwość? Kiedy?

– Dziś.

Co się stało?

– Chciałam Cię obudzić teraz, ale tata kazał mi…

Poczekać? No tak i musiałaś być cierpliwa.

– Ale nie chciałam.

Nie chciałaś być cierpliwa? Ale udało się w końcu?

– Tak.

To wspaniale. Możemy tego życzyć wszystkim mamom?

– Tak.

Ale skąd Ty brałaś wsparcie? Bo każdy z nas ma takie chwile… Ja dzisiaj mam Internet, różne grupy przyjaciółek, matek, znanych mi i takich obcych też z Internetu, gdzie widzę, że dziewczyny mają podobne problemy, gdzie mogę poczytać na szybko. Nie, że muszę iść po książkę, bo ja ostatnio żadnej książki w ręce nie miałam oprócz dziecięcej. Zawsze mogę też do Ciebie zadzwonić. Skąd Ty brałaś wsparcie? Bo Ty miałaś dużo trudniej. A może zupełnie inaczej, może nie „trudniej” tylko inaczej niż my. Ale wsparcie na pewno było potrzebne, choćby w takich chwilach, kiedy miałaś ochotę wszystko rzucić i uciec. No to co robiłaś wtedy? Pamiętasz, czy zapomina się takie rzeczy?

– Nie zapomina się, bo to przeważnie są rzeczy bardzo trudne. Człowiek się rozbija między obowiązkiem, który jest dosyć mocny, a swoją słabością. Za naszych czasów było zupełnie inaczej. Nie było takiej wiedzy. Nikt się nie zastanawiał nad matką. Powszechnie, bo na pewno byli tacy ludzie, którzy się tak indywidualnie pochylali. Ale nikt się nad tym nie zastanawiał. Nie było opracowań, książek. Po prostu byłaś matką i tyle. Ale powiem Ci, że ja w takich chwilach się modliłam. Ja byłam zawsze wierząca i to była dla mnie ucieczka. Ja po prostu uciekałam w to. Zamykałam się w pokoju, jak dzieci poszły spać i miałam chwilę. Miałam różne dramatyczne chwile w życiu i wiedziałam, że to mi zawsze pomagało. Bóg przychodził fizycznie z pomocą, jak nie miałam pieniędzy czy były trudne sytuacje do załatwienia. Dawał mi ukojenie, można powiedzieć. Nie raz człowiek wypłakał pół nocy. Ty sama wiesz. Takie jest życie po prostu.

– Teraz wiem. Ale nie miałam jeszcze sytuacji, w której do garnka nie było co włożyć, ale są sytuacje frustrujące, gdzie nie ma skąd czerpać tej energii. Ja ostatnio zauważyłam, że daje się ochoczo i na każdym kroku i w każdym momencie, bo tak jest, ale skąd czerpać tę energię, to ja nadal jeszcze nie do końca wiem. 

– Ja pamiętam taką sytuację, chyba najbardziej dramatyczną dla mnie, kiedy byłam sama z Wami, jeszcze nie było najmłodszego dziecka, a tata gdzieś był za granicą i ja byłam w sytuacji, w której jeszcze nie miałam pieniędzy, a te, które miałam, już się skończyły. Pożyczone już od sąsiadów było. Butelki z piwnicy były też już sprzedane, bo kiedyś można było szklane butelki oddawać do sklepu i brać pieniądze. Znalazłam się w sytuacji, kiedy naprawdę nie miałam Wam co dać na śniadanie. Wtedy pamiętam, że uklękłam i tak się modliłam, płakałam, byłam bezsilna. Czasem zdarzają się w życiu takie sytuacje, że człowiek jest totalnie bezsilny, stoi przed murem i koniec. Wyobraź sobie, że po tej modlitwie, jeszcze nawet nie wstałam z tych kolan, a już zapukał ktoś do moich drzwi. Otwieram, a tu sąsiad z 10 piętra, a my mieszkaliśmy na 5. Przychodzi i mówi, wiesz co, moja żona sobie przypomniała, że jest Ci winna pieniądze, bo sprzedałaś jej kiedyś jakąś sukienkę, a ja mówię: „Boże, dzięki Ci!”. A on mówi: „A co Ty taka jesteś wzruszona?”. I ja mu mówię: „A, bo potrzebuję akurat tych pieniędzy”. Naprawdę są takie chwile, które się pamięta i wtedy nabierasz energii, masz nadzieję, przestajesz się tak bać i idziesz do przodu. Potem czas leci, pędzi, dzieci rosną. Powiem Ci, że teraz mam 63 lata, ale ja nie wiem, kiedy to wszystko się wydarzyło. Świat pędzi, ja nie mogę w to uwierzyć, że tyle lat upłynęło, ale patrzę na Was i widzę, że każde z Was daje sobie radę. Jesteście waleczni, idziecie do przodu i to daje mi spokój. Dalej modlę się za Wami, o Was, żebyście byli mądrymi ludźmi, bo to jest najcenniejsze. Biblia mówi, że mądrość jest piękniejsza niż korale. Ostatnio były też Bola urodziny i też mu tak życzyłam, mądrości.

Ale mądrość też się zdobywa. Nie jest mądry ten, który podejmuje niemądre decyzje, a później nie wyciąga z nich wniosków.

– Tak. Ostatnio przeczytałam, że inteligencja to jest praktyczna zdolność wykorzystania uzyskanej wiedzy. Ja zauważyłam, że im więcej mam lat, tym bardziej obserwuję ludzi i uczę się od nich. Patrzę, jak się zachowują, jak reagują, i mówię: „Jejku, ja tego nie umiem!”. Ja się ciągle uczę. I chyba się człowiek w końcu nauczy.

Jeśli ma na tyle świadomości i refleksji nad sobą. Powiedz mi, skoro mówimy o takim macierzyństwie jakie ono było wcześniej. Ja też wspominałam, że jest różne. Czy Ty zauważasz, że teraz jest inaczej? Jak widzisz te różnice? Czy są w ogóle? A jeśli są, to gdzie? I jakie? Oprócz tego, że się wtedy pieluchy prało, ale ja też prałam pieluchy.

– Są. To jest najmniejszy problem. Ja pamiętam, jak kupiliśmy pralkę, gdy miałaś pół roczku. Stałam przed nią i patrzyłam, jak się piorą te pieluchy.

Ale Franię?

– Franię. Ale wiesz w czym jest największa różnica? Zastanawiałam się nad tym, patrząc na wnuki i na Was, na mądrych ludzi. Uważam, że w tej chwili dzieci się szanuje. Dziecko jest małym człowiekiem. A wcześniej to było takie powiedzenie, że „Dzieci i ryby głosu nie mają”.

Taka podkategoria człowieka?

– Tak. „Jak dorośnie, to zrozumie” A dziecko, w tym czasie kiedy dorastało, dostawało różnych traum, bo nikt się nie pytał, co ono czuje, nikt się nie pytał, czego pragnie. Nikt się nie pochylał, nawet fizycznie, żeby porozmawiać, żeby zejść do jego poziomu fizycznego. Stał nad nim i rozmawiał. I ja tego też nie potrafiłam, też to samo robiłam. Dziecko było dzieckiem. Ono sobie rośnie. Jak dorośnie, to mu się wytłumaczy. Myślę, że to jest największa różnica. I to jest największy plus dzisiejszego macierzyństwa. Myślę o tym plusie mądrym, bo są ludzie, którzy wychowują bezstresowo dziecko, żeby robiło co chce, a to jest fatalnym błędem. To rozmawianie z dzieckiem, to świadome uczenie go i pomaganie mu we wzroście to jest ta różnica.

Ale tego nie było, a wyrośliśmy jakimś cudem na mądrych ludzi. Bo może jest tak jak powiedziałaś, że dzieci głównie uczą się przez patrzenie, obserwowanie.

– Tak.

Z drugiej strony może my, w sensie dzisiejsze pokolenie, sobie tutaj za dużo narzucamy… Może tak jak mówisz, większa jest  ta świadomość o tym, że faktycznie jest to człowiek i że wymaga szacunku, ale z drugiej strony może ta presja jest za duża, może bez przesady, może wystarczy po prostu być dobrym przykładem i żeby dziecko nie zmarzło i nie chodziło głodne. 🙂 Ale żeby nie cisnąć sobie tak do głowy strasznie, że każdy mój ruch może mieć fatalne skutki w dorosłym życiu dziecka.

– Halo.

Halo.

– Tu Marian.

Cześć, Marianie. Czy Ty masz mamę?

– Nie mam.

Jak się czujesz bez mamy?

– Przecież jestem duży.

A duzi ludzie już nie mają mamy?

– Nie.

A czy ja jestem duża?

– Tak.

A wiesz, kto jest moją mamą?

– Nie.

Moją mamą jest babcia Ula.

– Babcia Ula może być lalą. 

Zalatana: A, Soraiya, co możemy życzyć mamom?

Soraiya: Nie jestem Soraiya.

Zalatana: Przepraszam, no tak. Jesteś Mańkiem. Mańku, czego możemy życzyć wszystkim mamom? Wszystkie mamy powinny być jakie, uśmiechnięte?

Soraiya: Tak.

Zalatana: I co jeszcze?

Soraiya: I zadowolone.

Zalatana: Tak! I jakie jeszcze?

Soraiya: Radosne. Biją nam radośnie, bum tarara bum!

Zalatana: No tak.

Mama: Wiesz co? Nikt nie jest doskonały i dziecko też musi wiedzieć, że matka nie jest doskonała, bo jeśli ono będzie myślało, że matka jest doskonała, to będzie pod pręgierzem takiego oczekiwania wobec samego siebie, że musi być doskonałe. A jeżeli nie będzie osiągało pewnych celów, będzie się samo potępiać i to jest straszna droga. To jest straszna droga i my musimy być naturalni. Ja nieraz nie byłam naturalna, bo ja nie wiedziałam, nie znałam siebie tak dokładnie, do końca. Najważniejsze jest, żeby być naturalnym wobec dziecka. I jak się popełni błąd, to może nie tyle od razu przyznawać się i przepraszać. Ja nie jestem tak za tym. Ale żeby być naturalnym. Powiedzieć: „No tak, dziecko, ja też się mylę, każdy się myli, ale ważne jest, żeby z tych błędów wyciągać wnioski”. Żeby dziecko zrozumiało, że rodzice też się mylą, że inni ludzie na świecie też się mylą i że ono może się mylić, ale żeby wyciągnąć z tego wnioski. Bo takie uważanie na siebie…. Nie no, człowiek musi być wolny. Każdy człowiek jest inny. Ja pamiętam jak Twoja córcia, jak Soraiya do mnie… Ja coś powiedziałam, ale już nie pamiętam. A ona: „Musisz mnie teraz przeprosić!”. Ja myślałam, że pęknę z tego. To było piękne. 

Zalatana: Słyszała od mamusi pewnie. Może musiała mnie przeprosić, albo kogoś. Albo Soficzka tak, bo dziewczyny się kłócą często, no i muszą się później przepraszać. No niestety, co zrobić. Nadmieniłaś, że jesteś babcią i chciałam się dowiedzieć, jak to będzie, jak będę babcią. Jakie są różnice? Wiesz, jakie widzisz różnice między byciem mamą, a byciem babcią. Czy to faktycznie jest tak, jak to było gdzieś napisane… Gdzie to widziałyśmy? Na jakiejś koszulce czy czapce, że gdybyśmy wiedzieli jak super jest mieć wnuki, to mielibyśmy je najpierw?

Mama: No oczywiście, że tak. Posiadanie wnuków to jest rewelacyjna sprawa. Patrzysz, kochasz, bawić się możesz, ale reszta Cię nie obchodzi. Przywożą do Ciebie dzieci na chwilę, pobawisz się z nimi, potem zabierają i nie troszczysz się o to. O ich wychowanie, o ich wszystko to, co jest ciężarem, taką odpowiedzialnością rodziców. A tu po prostu możesz kochać bez żadnego ciężaru, to jest sama radość bez ciężaru. Pewnie, że jak dziecko choruje, to się martwisz i myślisz, kombinujesz. Ale tutaj nie masz tej odpowiedzialności, masz tylko radość. Po prostu radość bez pracy, to nie ma przyjemniejszych rzeczy, naprawdę. Nie ma przyjemniejszych rzeczy. Wnuki to jest rewelacyjna sprawa i gdyby można było tak odwrócić, to by było super. Mam świetne wnuki, naprawdę, wszystkie są takie fajne. Ostatnio z Zuzią od Ani się częściej widzę i, naprawdę, ona jest taka fajna. Tak ładnie maluje, tak jakoś fajnie zbliżyliśmy się do siebie. Tak mi się wydaje. Pokazuje mi różne rzeczy. Fajnie, fajnie.

Zalatana: W fajnym wieku też jest, tak. To super.

Mama: W innym wieku jest, też racja. No Kubuś Samuela, to jest taki spokojny, fajny chłopczyk. Julcia z kolei szalona, no a ta Twoja to chyba będzie jakąś redaktorką, ja nie wiem, bo chyba będzie pracować w telewizji, czy coś.

Zalatana: No na pewno będzie rozstawiać ludzi, niestety, po kątach. Bo tutaj też każe się przyjaciółce bawić w coś i mówi: „ale ona musi, ona musi”. No tak że niestety, ona musi się ze mną bawić.

Mama: Czyli ma temperament dziewczyna, będzie przywódcą. Ale też ona ma w sobie bardzo dużo radości i ona tę radość rozdaje wszędzie, gdzie jest, no.

Zalatana: Czyli? Czego życzymy wszystkim mamom? Żeby kochały swoje dzieci?

Soraiya: Tak.

Zalatana: I co jeszcze?

Soraiya: Drzewa.

Zalatana: Drzewa?

Soraiya: Tak.

Zalatana: Ale czego jeszcze życzymy? Żeby miały cierpliwość, zdrowie? I żeby jeszcze co mamy miały? Czego życzymy?

Soraiya: Dzidziusie!

Mama: Bardzo, oboje jesteście tacy. Boluś, Twój mąż, jest świetny. Ty też masz serce pełne radości. I ona ma tę samą radość w środku.

Zalatana: No, wyssała ze mnie całą.

Mama: I nie można się jej oprzeć, tej radości. Jeszcze chciałam Ci powiedzieć, tak wracając do Twojego dzieciństwa. Bo przypominałam sobie o tym ostatnio Wyobraź sobie, powiem Ci, jak myśmy Cię hartowali. Ja nie wiem, czy Ty wiesz, ale gdy byłaś malutka…

Zalatana: Ja byłam pierwszym dzieckiem, dodaję. Jestem najstarsza. Pierwsze dziecko młodej pary.

Mama: Tak, pierwsze. Młodych, bardzo młodych. Miałam 20 lat, jak Cię urodziłam. Byłam bardzo młodziutka, zaraz po ślubie. No i my postanowiliśmy Cię wychowywać bardzo zdrowo. Bardzo zdrowo. Wiesz, tak na ile mogliśmy. Myśmy chcieli Cię hartować. Zaczynaliśmy jak miałaś 3 miesiące, bo wcześniej trochę mieliśmy jeszcze wątpliwości. Jak kończyliśmy Twoją kąpiel i tata wyciągał Cię z tej wanienki, z tej ciepłej wody, to ja odkręcałam prysznic z zimną wodą i spryskiwałam Cię całą tą zimną wodą. Był więc oczywiście krzyk wniebogłosy, ale ja Cię zaraz brałam, przytulałam do ręcznika i tak robiliśmy co dzień. Wyobrażasz sobie, żeby teraz ktoś tak robił? Teraz to by mnie może nawet zbesztali, że coś takiego robię.

Zalatana: Czy ja wiem, mamo.

Mama: No ale dorosłaś. Wyrosłaś.

Zalatana: No wyrosłam i, odpukać, nie choruję. Dokładnie. No, Soraiya sama się polewała jakiś czas temu. Teraz już mniej, ale w zeszłym roku tak. Po kąpieli sama brała lodowatą wodę i się śmiała, że lubi. Tak że nie wiem. Śpi, rozkopuje się, tutaj za gorąco jest. No, ale nie od 3 miesiąca życia. 

Mama: Co ty powiesz? Może po babci ma.

Zalatana: No, może po babci to ma. Może po babci to ma.

Mama: No wiesz, ja też lubię zimno. Może z tego powodu, że jak byłam mała, miałam chyba 5 czy 6 lat, to się topiłam w przerębli. Wpadłam do przerębli i potem dziadek mnie wyciągnął i mnie, pamiętam, obtulali tymi kołdrami, smarowali, a mnie było gorąco, gorąco. Bo mnie wcale nie było zimno, jak on mnie wyciągnął. Może do tej pory lubię saunę i wskakiwanie do beczki.

Zalatana: Właśnie się zastanawiam, czy to nie jest też tak z tymi wnukami, jak powiedziałaś, że się zbliżyliście, że jest fajnie. Czy to nie jest też trochę tak, że macie więcej czasu jako dziadkowie niż jako rodzice? 

Mama: No w tej chwili tak. Na pewno. Jeszcze my w tej chwili, kiedy sprzedaliśmy wszystko i jakby szukamy sobie nowego miejsca… Jak przyjadę, to siedzę chwilkę, a ona mi tam opowiada, pokazuje rysunki. Razem zrobiłyśmy taki breloczek do kluczyków do samochodu. Później się okazało, że samochód nie ma kluczyków, tylko taką kartę, ale mniejsza. Zaczep miał, więc przyczepiłam. Myślę, że to tak jest.

Zalatana: Co zrobimy z okazji Dnia Matki?

Soraiya: Nie wiem.

Zalatana: Może pójdziemy na jakiś spacer fajny?

Soraiya: Tak!

Zalatana: Tak? A jest ładna pogoda?

Soraiya: Tak!

Zalatana: To fajnie.

Soraiya: Wyjdziemy na lody po obiedzie do tej kawiarni.

Zalatana: O, może to jest dobry pomysł, pójść na lody do kawiarni w Dzień Mamy? Super.

Soraiya: Ty też chcesz zjeść?

Zalatana: No tak, chyba zjem.

Soraiya: Ja wybiorę smak mangowy. Mniam, mniam, mniam.

Zalatana: Smak mangowy?

Soraiya: No, może pistacjowy… A Ty jaki smak?

Zalatana: Może waniliowy albo kokosowy?

Soraiya: Albo ja mangowy, a Ty pistacjowy. 

Zalatana: Ja nie przepadam za pistacją, bardziej tatuś.

Soraiya: Ja też! Ale bardziej lubię mango!

Zalatana: A czekoladowy smak lodów lubisz?

Soraiya: Tak. I Soficzek.

Zalatana: No tak, to jej ulubiony.

Soraiya: Soficzek może być… Edkiem!

Mama: Powiem Ci, że te późne lata mają swoje ogromne plusy. Już tej walki o przyszłość, tej troski o przyszłość, nie ma. Emerytury małe, ale zawsze człowiek już coś tam ma, nie musi tak walczyć. Nie jest to głupie. Jest to fajne. Jak jeszcze człowiek będzie mądry, to może te stare lata jakoś sobie tak fajnie ułożyć. Ja mam taki zamiar właśnie.

Zalatana: Dobrze mieć zamiary, plany. Dobrze właśnie. A powiedz mi jeszcze tylko w takim razie, bo rozmawialiśmy o ciężkich chwilach w macierzyństwie. A co jest najlepsze w macierzyństwie? W ogóle w jakim celu, po co, mieć te dzieci? 

Mama: To jest pytanie, chyba, bez odpowiedzi.

Zalatana: Ja czytałam ostatnio gdzieś jest taki angielski artykuł, ale tylko nagłówek wystarczy w zasadzie przeczytać. Było napisane, że rodzice są grupą najszczęśliwszych ludzi na świecie. Badacze tak uznali, a ja byłem do tego troszkę sceptyczna, dopóki nie przeczytałam dalej. Było napisane, że są najszczęśliwszą grupą na świecie w momencie, gdy dzieci wychodzą z domu. 

Mama: No, muszę powiedzieć, że tak. Ja też czytałam o tym, że może lepiej sobie sprzedać dom, kupić kampera i wyjechać, żeby dzieci nas nie znalazły, gdyby chciały wrócić.  

Zalatana: No właśnie, no właśnie.

Mama: Powiem Ci, że Wasze wychodzenie z domu było stopniowe dla mnie. Ty pierwsza wyszłaś na studia. Stopniowo moja trójka wychodziła.

Zalatana: Ja odeszłam, bo pojechałam na studia. Od razu, jak tylko mogłam. 

Mama: No tak, Ty wyszłaś pierwsza, pojechałaś na studia do Poznania, więc z Gdyni to był kawałek. Już Cię nie było. I muszę przyznać, że wtedy po raz pierwszy miałam ten syndrom opuszczonego gniazda, ale bardzo słabo. Takie miałam wrażenie, że nie odebrałam dziecka z przedszkola. Myślę, że to wiele matek ma coś takiego. No  i wtedy, kiedy Ania była do samego ślubu w tym domu, a potem się przeprowadziła… Ale jeszcze został mi synek, który był dla mnie spokojny. Spokojny był, nic się tam nie działo. Ale jak patrzyłam, jak on siedzi do 1:00-2:00 w nocy w pokoju i czyta książki, bo zacięcie czytał pod kołdrą do rana… A potem nie wstaje, nie idzie na wykłady, na uczelnię, to po prostu ja cierpiałam. Straszliwie cierpiałam, bo wiedziałam, że to się źle skończy. Ale mój synek: „Mamo, spoko, mój świat, moje życie, dam sobie radę”. No i rzeczywiście, dał sobie radę, ale kiedy się wyprowadził, kiedy ja już nie patrzyłam na to i automatycznie też nie dźwigałam tego, nie cierpiałam z tego powodu, to byłam normalnie szczęśliwa. Ja normalnie nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. No i Samuel kiedyś opowiadał, że mama jego kolegi pytała się go: „No, Samuel, ostatni wyprowadziłeś się z domu, mama pewnie płacze, co?”, a on: „No właśnie nie”. Żartował oczywiście, ale ja już naprawdę czułam ulgę, że Wy już sobie radzicie sami. Wchodzi się w inny etap jakiś. 

Zalatana: No to mi jeszcze dużo zostało do tego czasu. Na razie trzymamy kciuki, żeby w końcu do tego przedszkola poszła, bo wirus w koronie nam poprzekreślał wszystkie plany. No nie tylko nam, ale innym matkom też. Od kwietnia już miała chodzić do przedszkola, a ja miałam zaznać trochę szczęścia.

Mama: No tak, tak. Ale powiem Ci, że zobaczysz, to tak przebiegnie, tak szybko ten czas przeleci. Powiem Ci, że to jest naprawdę błyskawicznie. Tydzień za tygodniem, za chwilę pójdzie do szkoły i za chwilę będzie kończyć pierwszą szkołę i pójdzie do drugiej. Zobaczysz. Po prostu przeleci. A ojciec będzie musiał sobie kupić karabin, Twój mąż. I będzie musiał odgadniać od niej chłopaków, bo po prostu ona będzie wyjątkowa.

Zalatana: Oby nie tylko urodą.

Mama: No i widzisz, to jest właśnie troska matki, już się zaczyna: „Oby nie tylko urodą”. Ale posiadanie dzieci to jest ogromne doświadczenie, to jest ogromna szkoła. I wiele radości. Chyba więcej niż tych trosk.

Zalatana: Chyba? 

Mama: Kiedy przychodzi cokolwiek złego, to jednak człowiek cieszy się, że ma dzieci.

Zalatana: Właśnie, ale czy to takie pozytywne?

Mama: Tak.

Zalatana: Ja po prostu nie wiem. Te uczucia są tak silne, że ja nie wiem do końca, czy one są takie pozytywne. Szczególnie, gdy mówisz, że to jest taka wewnętrzna walka, walka obowiązku a frustracji. I to jest strasznie trudne, że przeżywasz coś ciężkiego, a nie możesz zamknąć drzwi i sobie to przeżyć, tylko musisz jeszcze dodatkowo… Masz obowiązek wychować młodego człowieka i nie możesz po prostu trzasnąć drzwiami i uciec. To jest trudne.

Mama: No wiesz, ale zwróć uwagę na to, że takie jest życie po prostu. W życiu jesteśmy po to, żeby dawać. No, dawać. Bo jak dajemy, to otrzymujemy z powrotem. My dajemy temu dziecku, a ono daje nam. Radość, miłość, poczucie braku samotności. Na to, że możesz na kogoś liczyć później, jak to dziecko dorasta. A to dziecko może liczyć na Ciebie. No chyba na tym polega życie po prostu. Na dawaniu. Siebie.

Zalatana: No i na pewno przed dzieckiem nie miałam tyle patrzenia na siebie samą, analizowania swojego postępowania, takiej samoświadomości. Teraz człowiek patrzy na siebie, na każdy swój ruch, i go analizuje i się zastanawia, jak stać się lepszym człowiekiem.

Mama: Dziecko też jest lustrem dla nas.

Zalatana: Ale dużo radości też w tym jest. Zaraz właśnie przybiegnie do mnie tutaj moja radość i już mnie nie puści do końca dnia.

Mama: A jak będziesz chciała ją gdzieś zabrać, jak będzie miała 16-18 lat czy wcześniej, to nie będzie chciała z Tobą pójść i powie: „Coś ty, mamo! Ja już nie chcę!”.

Zalatana: Tak, dlatego się tulimy, ile wlezie.

Mama: Tak, tak. Tul się, przytulaj. Mocno ściskaj, od babci też. Ugryź ją w uszko delikatnie.

Soraiya: Mama!

Zalatana: Słodziaku, kochanie moje! Ojejku. Dzień dobry.

Soraiya: Dzień dobry.

Zalatana: Babcia Ula powiedziała, żebym Cię ugryzła w uszko od niej.

Mama: Jest słodka. Jest słodka, naprawdę. A takie chwile mijają, jest coraz starsza. Już tak nie będzie, będzie inaczej. Teraz daje się całować, daje się ściskać. Potem tak nie ma.

Zalatana: Dziękuję Ci bardzo za to, że się zgodziłaś na rozmowę, na nagrywanie. Na to, żebyś była, jak to się teraz mówi, gościnią. Żeby być gościnią w podcaście Zalatana.

Mama: No miło mi bardzo.

Zalatana: Taki wyjątkowy gość. I chciałam Ci w takim razie życzyć jeszcze więcej radości. Chciałam Ci życzyć dużo zdrowia, żebyś mogła realizować swoje plany, bo to teraz… Dla mnie to jest ważne i to chyba doskwiera mi w macierzyństwie najbardziej, że nie mogę realizować żadnych swoich planów, póki co. Dlatego Tobie życzę, żebyś mogła realizować własne plany, żebyś miała na tyle zdrowia, energii i zapału. Choć energii i zapału już masz dużo. Zdrowia, żebyś właśnie mogła się realizować. Mądrych dzieci, Ci życzę, i żebyście przyjechali do nas jak najszybciej, żeby te restrykcje tutaj minęły, żebyście mogli przyjechać do nas i do wnusi też.

Mama: No, dziękuję bardzo i ja też, Córciu, życzę Ci, bo też jesteś matką, życzę Ci wytrwałości; korzystania z tego, że dziecko jest jeszcze malutkie… A ten czas, o którym myślisz, że go nie masz, to przebiegnie Ci tak szybko. Ten taki najtrudniejszy etap macierzyństwa, kiedy dziecko jest malutkie, jest strasznie krótki. To nie jest… Człowiekowi się wtedy wydaje, że to jest całe życie, że życie ucieka. Ale to jest tylko taki malutki etap. Dlatego życzę Ci przetrwania tego etapu, radości, szczęścia i mądrych dzieci.

Zalatana: O, jedno dziecko wystarczy. Dziękuję.

Mama: Jedno wystarczy, to mądrej córki Ci życzę.

Zalatana: Dziękuję Ci bardzo, Mamuś.

Mama: Dziękuję Ci też. Trzymaj się, buziaczki.

Zalatana: Buziaczki, pa pa!

Mama: Pa.

Zalatana: No i się rozłączyła. 

No i jak spodobała Ci się rozmowa z moją mamą? Mam nadzieję, że miło spędziłaś z nami czas. Koniecznie daj nam znać i napisz komentarz na Facebooku czy na Instagramie, lub wiadomość prywatną. Każdą z wiadomości przekażę także mojej mamie. Na nowy odcinek zapraszam już za tydzień w środę, jak zwykle. Natomiast już teraz zapowiadana wcześniej niespodzianka. Audycja „Dzieci wiedzą lepiej” Katarzyny Stoparczyk. Zapraszam i do usłyszenia. Pa, pa!

Kto to jest mama?

D1: To taki ktoś na stałe. Na zawsze, bez końca. Może to być kobieta.

D2: Może to być kobieta i tylko kobieta. No bo mężczyzna jest chłopakiem, a chłopak to tata i ma siurka. A dziewczyny nie mają. Dziewczyna poza tym jest kobietą, czyli nie ma takiego zapotrzebowania, więc jest mamą. Brak siurków – jeden ma siurka, a drugi nie ma. Niestety.

Dlaczego niestety?

D2: Bo tak jest zaprogramowana. Wiem to ze swojej książki, mówiłem Wam to już dawno, że ją mam.

A co to znaczy, że matka jest tylko jedna?

D1: Wiem. Bo jakby były dwie, to by tata osiwiał. Po prostu sobie zmienia zawsze kolczyki, robi sobie maseczki, maluje się, ładnie się ubiera. Mama musi wyglądać pięknie. 

D3: Ale ja chciałam powiedzieć, że przekłułam te uszy w Złotej Rybce, a mama też przekłuła uszy i najpierw mama powiedziała, że tutaj nie boli, a bolało. Dla zachęty, żeby przekłuć drugie. Zachęta piękności, tak. 

D1: To było na prawdziwo? To było w reklamie!

D3: Tak.

A co znaczy takie zdanie: „Matka jest potrzebą wynalazków”?

D2: Moja mama jest wynalazkiem, który mnie stworzył. Ale ja mam coś do dodania. Wszystko gotuje, robi różne, fajne rzeczy.

D3: Na przykład kupuje zabawki.

D1: Moja też jest wynalazek. Mnie urodziła, to już było trudne. 

D2: To jest taki wynalazek. Nie ma elektryczności, tylko nas wspiera. 

D3: Pierze. 

D2: „Wspiera”. To znaczy, że jak się oparzysz, to kto Cię wspiera? 

D3: Ja sobie sam radzę. Bo ja nawet wiem, jak działa mama. Dzięki wszystkim narządom, które ma każdy człowiek. 

D2: Ale wiesz czego ja się dowiedziałem? Czego nie ma mama. 

D3: Na przykład siusiaka. 

D2: Ja to chciałem powiedzieć. Bo siusiaka mają tylko chłopaki.

A znacie takie powiedzenie: „Nadzieja jest matką głupich?”, co?

D1: Nie wiem, moja mama ma inne imię.

D3: Moja też ma inne imię. 

D1: Bozia to ustaliła, a poza tym Bozia jest najważniejsza.

D2: Przecież bogowie i aniołowie nie istnieją. 

D1: Ta, jasne. W ogóle się nie znasz na Bozi.

D2: Przecież prawie każdy to wie. To, że, po pierwsze, ktoś musiał wymyślić człowieka, ale po prostu ludzie to taka ewolucja małp. Małpy to nasi kuzyni, ale mama małpą nie jest. Chyba, że bardzo krzyczy. 

D1: Przez to wszystko ja jestem zdenerwowana tak, że zaraz powiem brzydkie słowo.

D2: Ja słyszałem takie słowo, nie powiem go, nie wolno tak i jeszcze coś dodam. Mama też jest tak trochę od małpy, ale głównie to jaskiniowcy.

D1: Ta, jasne. Moja nie jest.

Zostaw komentarz